Czwartek, Luty 23, 2012
   
TEXT_SIZE

Oszukać samego siebie?

 Pokusa na „łatwy zarobek" bywa czasem silniejsza niż zdrowy rozum. Łakomienie się na cudzą własność (pomijając kwestie moralne) bywa cechą ludziką. Szczególnie to dziwi jeśli  człowiek zamożny postanawia przywłaszczyć sobie cudzą własność, choć mógłby ją bez szczególnego uszczerbku dla swojego majątku kupić.

 Mecenas Henryk Dzido opowiada:

 Kilka lat temu broniłem znanego biznesmena w sprawie o niezapłacenia za luksusowy samochód. Mój klient kupił w komisie mercedesa, sprowadzonego z zagranicy. Auto było w znakomitym stanie, cena niezbyt wygórowana. Dokonano więc transakcji. Dowodem na nią jest umowa kupna-sprzedaży i pokwitowanie wpłacenia umówionej kwoty.

Sprawa wydawała się prosta. Komplet dokumentów, nawet akt przerejestrowania pojazdu. Liczył się również czas; od momentu zawarcia transakcji minął rok. Wyglądało na to, że mamy do czynienia z próbą wyłudzenia od mojego klienta sporej kwoty. Jak bowiem inaczej można traktować fakt, że po roku sprzedawca zorientował się, że nie otrzymał pieniędzy za przekazany samochód? Korzystne rozstrzygnięcie dla mojego klienta wydawało się formalnością.

Odbywa się sprawa sądowa. Mój klient zachowuje pogodną i pewną wygranej twarz. Do momentu wejścia na salę rozpraw. Widzi na niej trzech starszych, starannie ubranych panów.

Zaczyna się rozprawa. Podtrzymuję stanowisko mojego klienta, gdy tymczasem mój klient wstaje, przyznaje się do niezapłacenia za samochód i deklaruje natychmiastowe uiszczenie opłaty.

Muszę przyznać, że moje zaskoczenie było pełne. Pięć minut wcześniej mój klient deklarował diametralnie inne podejście do procesu. Zaintrygowany, pytam go w kuluarach: co się stało? Chodzi o moją wiarygodność biznesową - odpowiedział.

Co się okazało? Mój klient rzeczywiście dokonał transakcji zakupu samochodu. Spisano stosowne umowy i pokwitowania, mimo iż pieniądze nie zostały zapłacone. Wykorzystując swoją wiarygodność biznesową, mój klient poprosił o odroczenie terminu płatności. Pokwitowanie pro forma zostało podpisane na prośbę biznesmena.

 Na salę sądową przybyło - jako się rzekło - trzech eleganckich panów. Byli to przedsiębiorcy, współpracujący z moim klientem. A przyszli dlatego, żeby sprawdzić wiarygodność swojego partnera. I sprawdzili. Z tym, że myślę - nie bez szwanku dla tej wiarygodności.

 Sprawdziły się w przypadku tej sprawy dwie stare prawdy. Pierwsza: nie bądź za chytry, bo stracisz więcej niż mógłbyś zyskać. Druga: miej zawsze ograniczone zaufanie do tego co widzisz i słyszysz. Sprawy proste i oczywiste, wcale takimi być nie muszą.

 Sprawa wydaje się być całkowicie pozbawiona logiki. Biznesmen, bez większego uszczerbku dla własnego majątku mógł kupić samochód, płacąc za niego gotówką. Wykorzystał swoją wiarygodność i otrzymał od sprzedawcy fakturę, potwierdzającą zapłatę. Czemu odmówił zapłaty? Nie mam pojęcia. Nie mogę też zrozumieć postawy sprzedawcy, który decyduje się wystawienia potwierdzenia zapłaty, mimo iż pieniędzy nie otrzymał.

 

Cóż wynika z tej sprawy? Przede wszystkim jedno: nigdy, ale to nigdy i dla nikogo nie decydujmy się na „uprzejmości". Oszukujemy wówczas siebie, partnera, że o urzędzie skarbowym nie wspomnę.

Spisał FB

Szukaj prawnika

Dolnoslaskie Zachodnio-pomorkie Pomorskie Warminsko-mazurskie Podlaskie Lubuskie Wielkopolskie Kujawsko-pomorskie Mazowieckie Lodzkie Swietokrzyskie Lubelskie Opolskie Slaskie Malopolskie Podkarpackie  

Szukaj prawnika

 
Wybierz kategorię