Czy można zaufać mężczyźnie?
Historia Jana K. zawarta w doręczonym mi akcie oskarżenia przedstawiała kilka lat jego życia. Życia barwnego, obfitującego w sytuacje, jakie mogły się znaleźć na kartach obyczajowej, a nawet sensacyjnej powieści.
- Panie Mecenasie, błagam pana! Proszę bronić mojego Janka! Niech pan nie odmawia, proszę.
Słowa te wypowiedziała w kancelarii adwokackiej kobieta dojrzała, która w młodości musiała być bardzo piękna, ale nadal mogła wywierać wrażenie na mężczyznach. Była pod wpływem wielkich emocji, które malowały się na jej wypielęgnowanej, lecz noszącej symptomy nieprzespanych nocy, twarzy.
- Proszę się uspokoić - odrzekłem. - Jeśli mam podjąć się sprawy pani...
W tym momencie zawiesiłem głos, ponieważ moja potencjalna klientka nie powiedziała mi, kim był dla niej ów Janek, który, jak podejrzewałem, miał problemy z wymiarem sprawiedliwości.
- To był mój mąż, a właściwie - ściszyła głos - mieliśmy się niedługo pobrać. Wszystko szło bardzo dobrze, aż pewnego dnia otrzymałam pismo, które doprowadziło do nieszczęścia i mojej wizyty u pana.
Wręczyła mi do ręki pismo, które okazało się aktem oskarżenia przeciwko Janowi K., oskarżonemu o liczne oszustwa na szkodę opisanych tam kobiet. Przyznam, że kiedy rzuciłem okiem na te zarzuty byłem zaskoczony, że siedząca przede mną kobieta znając ich treść, oczekuje mojej pomocy prawnej. Do adwokata nie należy jednak ocena moralna postępowania klientów, ale jeśli ktoś oczekuje jego pomocy prawnej w określonej sprawie, może odmówić jedynie posługując się uzasadnionymi powodami.
Umówiłem się z moją klientką na kolejne spotkanie w kancelarii, aby omówić szczegóły obrony Jana K.
Kiedy już w samotności czytałem pozostawiony dokument, oczy otwierały mi się ze zdumienia nad łatwowiernością ludzkiej, a ściślej, kobiecej natury. Historia Jana K. zawarta w tym akcie oskarżenia przedstawiała kilka lat jego życia. Życia barwnego, obfitującego w sytuacje, jakie mogły się znaleźć na kartach obyczajowej, a nawet sensacyjnej powieści.
Oskarżony urodził się w niewielkiej miejscowości na Śląsku. Pochodził z niezbyt zamożnej rodziny, miał dwójkę rodzeństwa. Uczył się przeciętnie, a próba dostania się na studia zakończyła się niepowodzeniem. Miał jednak pewną cechę, która okazała się w przyszłości dla niego zgubna.
Wysoki, przystojny mężczyzna, bardzo elokwentny, umiejący roztaczać przed osobami płci pięknej wspaniałe perspektywy. Swoje walory umiał wykorzystać w urządzeniu sobie życia w specyficzny sposób. Widząc, jakie wrażenie robi na kobietach, zarówno młodych jak i dojrzałych, zawierał odpowiednie znajomości. Za każdym razem starał się przekonać swoją aktualną partnerkę, że jest jego jedyną miłością, a przed nimi fortuna i egzotyczne podróże. Jednym zdaniem - obiecywał wybrance życie, o jakim marzy prawie każda kobieta.
Pierwszą jego ofiarą była młoda, śliczna Zosia. Jan już po pierwszym spotkaniu zorientował się, że pochodzi z zamożnej rodziny. Wraz z rodzicami mieszkał we wspaniałym domu z ogrodem, ojciec wybranki był dyrektorem wielkiej firmy. Wszystko to zachęciło Janka do zawarcia bliższej znajomości z Zosią. Nie było to trudne. Sprawy posuwały się szybko, po kilku spotkaniach Zosia zaprosiła Jana do domu, gdzie, tak jak i ją, oczarował rodziców. Po wyjściu potencjalnego zięcia, rodzice z zachwytem wypowiadali się na temat młodego kawalera. Twierdzili, że to bardzo kulturalny człowiek, który ma przed sobą wspaniałą przyszłość.
Wszystko układało się bardzo dobrze. Do czasu. Pewnego dnia Janek przyszedł na spotkanie z Zosią bardzo smutny. Długo milczał, nie chciał odpowiedzieć na pytanie, co jest przyczyną jego złego nastroju, ale po naciskach dziewczyny wreszcie zaczął się zwierzać. Zosia od dawna wiedziała, że jej wybranek prowadzi jakieś interesy, lecz bardziej przywiązywała uwagę do miłosnych wyznań, niż do sytuacji materialnej ukochanego. Janek powiedział, że chciał coś w życiu osiągnąć, zrobić majątek, aby zapewnić dostatnie życie swojej przyszłej rodzinie. Proponowane prace nie zadowalały go do końca, wszedł więc w kontakt z osobami, które zajmowały się nielegalnym importem odzieży z Turcji. Pożyczył większą ilość gotówki, wymienił na dolary i przekazał kwotę 5000 dolarów kolegom, którzy mieli kupić kożuchy i wyroby skórzane, a potem przywieźć je do kraju. Niestety, koledzy „wpadli" na granicy, odzież zarekwirowano i nie było z czego spłacić długu, nie mówiąc już o spodziewanym zarobku. Janek był przerażony. Wierzyciele początkowo grzecznie, później coraz bardziej stanowczo, domagali się zwrotu pieniędzy. Byli to ludzie z kręgów znanych wśród organów ścigania, więc ich groźby były jak najbardziej realne. Janek zdradził ukochanej, że przyczyną złamania kilka dni temu ręki nie był zwykły upadek ze schodów, ale ucieczka przed wierzycielami. Janek powiedział, że wobec braku perspektywy zwrotu pożyczki, musi pomyśleć o emigracji z kraju. Dla dziewczyny oznaczałoby to koniec znajomości, koniec miłości, utratę ukochanego. Nie wyobrażała sobie życia bez niego. Zdecydowała, że musi pomóc swojemu partnerowi, nie może dopuścić do rozstania.
Zosia wiedziała, że rodzice dysponują poważnymi kwotami rodziców dewizach. Podpatrzyła nawet, gdzie przechowują te pieniądze. Nie było to konto bankowe, lecz skrytka rodziców ścianie jednej z szaf ich domu. Kiedyś wieczorem dziewczyna podsłuchała, że ich zasoby wynoszą około 50000 dolarów.
Poprosić rodziców o pieniądze nie mogła w żaden sposób. Pozostało jedynie wyjęcie potrzebnej kwoty ze skrytki. Dziewczyna łudziła się, że rodzice nie zauważą straty, a drobna suma z ich skrytki pomoże zatrzymać ukochanego rodziców kraju. Janek nie mógł zniknąć z jej życia.
Na kolejnym spotkaniu Zosia powiedział ukochanemu, że może być spokojny, przekaże mu pieniądze rodziców znów będą szczęśliwi. Janek miał niewielkie opory, które szybko przełamała jego partnerka. Zapewnił ją, że jak najszybciej postara się dług zwrócić. Zakochana dziewczyna nie pomyślała nawet, czy ta obietnica jest realna. Liczył się tylko Janek rodziców jego kłopoty.
Kiedy rodziców nie było w domu, Zosia wyjęła ze skrytki w szafie 5000 dolarów i na kolejnym spotkaniu wręczył je Jankowi. Ten solennie obiecał otrzymaną kwotę zwrócić i po serii gorących pocałunków zakochani rozstali się, jak się później okazało, na zawsze.
Janek nie pojawił się na kolejnym umówionym spotkaniu, jak i na następnych. Nie dawał znaku życia. Zrozpaczona Zosia zwierzyła się rodzicom ze swojego czynu i opowiedziała, jak zachował się ten „tak dobrze wychowany, młody człowiek". Ojciec, mając na uwadze, że posiadanie znacznej sumy pieniędzy w domu było w owych czasach dla dyrektora dużego państwowego przedsiębiorstwa wielkim problemem, sprawy wówczas nie ujawnił i musiał przeżyć swoją stratę wynikłą z lekkomyślności ukochanej córeczki.
Janek zniknął na jakiś czas i pojawił się w miejscowości M. Tam otworzył biuro podając się za magistra prawa. Miejscowość nie była duża, spraw do załatwienia w urzędach nie brakowało, więc Jan nie narzekał na brak pracy.
Pewnego dnia próg biura przekroczył kobieta w żałobie. Powiedziała magistrowi Jankowi, że rok temu zmarł jej mąż i trzeba napisać do sądu podanie o stwierdzenie po nim spadku. Spadek obejmował dobrze prosperującą firmę, spore oszczędności i dwa samochody. Rozmowa przebiegał bardzo mile, kobieta zwierzyła się Jankowi, że nie ma dzieci, nie wie jak poradzi sobie z firmą interesami. Między rozmówcami nawiązała się nić sympatii, Janek obiecał, że napisze wniosek na następny dzień.
Po wywiązaniu się ze zlecenia magister odmówił przyjęcia wysokiego wynagrodzenia. Zamiast tego zaprosił wdowę na kolację. Po pierwszym spotkaniu nastąpiły kolejne. Janek pomagał przyjaciółce we wszystkich interesach, które przejęła po zmarłym mężu. Wkrótce zdobył jej zaufanie i otrzymał upoważnienie do dysponowania niektórymi kontami.
Pewnego dnia Jan jednak wyjechał, jak mówił, do rodziny. Z tej podróży już nie powrócił. Trwającą krótko sielankę zmącił wyciąg z banku, z którego wynikało, że przed wyjazdem Janek podjął ze wspólnego konta znaczną sumę pieniędzy. Na dodatek odjechał jednym z dwóch samochodów, które pozostały wdowie w spadku, a do którego użytkowania Jan miał upoważnienie.
Płacz, łzy, rozczarowanie, zawód - takie uczucia targały opuszczoną i oszukaną kobietą. Janek jakby zapadł się pod ziemię i nie pomogło nawet wynajęcie prywatnego detektywa.
Nasz bohater, bogatszy o kolejną kwotę i doświadczenia życiowe, nie zamierzał osiąść na laurach i zakończyć tak intratną działalność. Zamieszkał w prywatnym mieszkaniu wynajętym w odległym mieście u osoby, której wystarczał regularny czynsz i nie było potrzebne nazwisko lokatora.
Natura ciągnęła wilka do lasu, Janek rozglądał się w nowym otoczeniu za kolejną ofiarą. Dał swoją ofertę do biura matrymonialnego i po krótkim czasie zainteresowała się nim Janeczka, właścicielka dużej restauracji. Janek przy pierwszym już spotkaniu wywarł na niej piorunujące wrażenie. Kolejne spotkania zbliżyły zakochanych do siebie. Nie było wątpliwości, że byli dla siebie stworzeni i wkrótce Jan zamienił swoje lokatorskie mieszkanie na obszerny domek swojej nowej przyjaciółki. Na parterze mieściła się jej dobrze prosperująca restauracja, która jeszcze bardziej rozpaliła uczucia naszego bohatera.
Scenariusz się powtórzył. Jakiś czas wszystko układało się jak najlepiej. Janek kierował lokalem, zwłaszcza jego finansami. Posiadał również dostęp do konta. Pewnego dnia Janek nie wrócił do domu, nie pokazał się w restauracji. Również jak w poprzednich wypadkach, konto jego przyjaciółki zostało dokumentnie oczyszczone.
Nasz bohater stał się bogatym człowiekiem. Uznał, że na jakiś czas musi dla bezpieczeństwa zawiesić swą działalność. Postanowił wyjechać z kraju na wypadek, gdyby jedna ze zdeterminowanych kobiet zaczęła go szukać.
Janek wykupił objazdową wycieczkę zagraniczną. Siedząc w samolocie myślał już nie tylko o czekających go miejscowych atrakcjach, lecz przede wszystkim o tym, jaką spotka na swojej drodze kobietę.
Podczas podróży Janek jak zwykle przylgnął do towarzystwa kobiet, wśród których jego największą uwagę zwróciła atrakcyjna brunetka. Kilkugodzinny lot i samolot wylądował daleko od kraju i kłopotów. Po zakwaterowaniu w hotelu okazało się, że upatrzona przez Janka brunetka ma pokój obok niego. Janek odczekał, kiedy jego wybranka będzie schodzić na śniadanie i w holu zaproponował jej wygodne miejsce przy oknie z widokiem na góry. Początkowo z oporami, lecz dalej już wartko potoczyła się pomiędzy nowymi znajomymi rozmowa. Janek dowiedział się, że atrakcyjna kobieta ma na imię Ewa. Od lat podróżuje sama, chcąc uciec od wspomnień swego nieudanego małżeństwa.
Podczas kolejnych wycieczek i kąpieli w morzu doszło do bliższych zwierzeń, a także do intymnego zbliżenia. Wysiadając w Warszawie na lotnisku Ewa i Janek wyglądali na prawdziwie w sobie zakochanych, a uczucia mężczyzny podsycały wiadomości o prowadzonym przez jego partnerkę butiku z luksusową odzieżą.
Kilka dni po powrocie do Polski Janek odwiedził ukochaną (oczywiście z bukietem ulubionych kwiatów wybranki) w jej sklepie. Zastał ją siedzącą wraz z koleżanką na zapleczu, gdzie wspólnie się naradzały. Okazało się, że z pracy zwolnił się pracownik odpowiedzialny za zakup towaru. Tymczasem na odbiór czekała wiosenna kolekcja, po którą trzeba było pojechać i bezpośrednio zapłacić gotówką. Kobiety na głos zastanawiały się skąd nagle znaleźć osobę, której można by powierzyć 60000 złotych.
Odpowiedź czytelnicy już znają. Ewa spojrzała zakochanymi oczami na Janka, a słowa jego mogły być tylko jedne: - Zostawiam wszystkie swoje sprawy i jadę. Dla Ciebie wszystko.
Tak jak w poprzednich wypadkach, po wysłuchaniu instrukcji, otrzymaniu gotówki i gorącym pocałunku, Janek wyjechał po towar. Ale do ukochanej Ewy nie powrócił.
Takich przypadków było jeszcze kilka. Za każdym razem wdzięk, urok osobisty i elokwencja mężczyzny szybko przekonywały kolejne partnerki, że Janek to ten jedyny. Były przekonane, że można mu w pełni zaufać, powierzyć to, co mają najcenniejsze: uczucie i pieniądze.
Czytałem ten akt oskarżenia zdumiony, jak niewiele trzeba, aby wydawać się wiarygodnym. Jakie trzeba mieć zdolności, żeby kobiety prowadzące biznes, a więc mające ograniczone zaufanie do innych osób, wyprowadzić w pole? Naprawdę nie wiedziałem, jakich użyć argumentów, aby przekonać sąd, że prokurator nie ma racji oskarżając Janka o liczne oszustwa. Podzieliłem się moimi wątpliwościami z przyjaciółką Janka, która nie przyznała mi racji.
- Panie mecenasie! - mówiła. - On był taki naiwny! To przecież te wszystkie kobiety wyprowadziły go na manowce. Po co powierzały mu swoje pieniądze czy prowadzenie interesów?
Nie wiedziałem, co odpowiedzieć na ten pogląd.
Podczas procesu jedne z ofiar były wściekłe, inne nie rościły do oskarżonego żadnych pretensji. Odnosiłem nawet wrażenie, że gdyby tylko Janek był na wolności i chciał powrócić do którejkolwiek z byłych partnerek, wiele z nich przyjęłoby go z otwartymi ramionami.
Oskarżony dostał kilka lat i obowiązek spłaty kwot, które wyłudził. Ja natomiast do dzisiaj zastanawiam się nad zawiłościami ludzkiej natury oraz ich konsekwencjami dla serca i majątku.
Publikowany tekst pochodzi ze zbioru wspomnień „Trochę o sprawiedliwości, dawnej adwokaturze i życiu" autorstwa adwokata Stanisława Szufla. Książka została wydana nakładem autora, a dochód z jej sprzedaży w całości zostaje przeznaczony na potrzeby hospicjum dla dzieci i dorosłych. Zainteresowanych kupnem publikacji prosimy o kontakt z kancelarią adwokacką pod numerem telefonu 041-368-1098 lub 0502-253-060.