Pechowa jazda
W małej miejscowości dawnego województwa kieleckiego nie było zbyt wielu wydarzeń, które poruszałyby opinię publiczną. Nie było jeszcze wówczas rozbojów, nie grasowały gangi, a słowo narkotyk znane było tylko nielicznym czytelnikom kryminałów.
Ostatnio uwagę bywalców miejscowej gospody Gminnej Spółdzielni, którzy gromadzili się tam wieczorami, zaprzątał spór między znanymi rodzinami „o ziemię". Spór ten ciągnął się latami, lecz ostatnio zaczęły się pogróżki w rodzaju „już z nimi zrobimy porządek" albo „ich koniec już jest bliski". Groźby te wypowiadane w coraz ostrzejszej formie w obecności osób trzecich wzbudzały komentarz bywalców gospody, którzy w zależności od sympatii i antypatii typowali (po wypiciu kilku kieliszków) zwycięzcę sporu.
Historia Jana K. zawarta w doręczonym mi akcie oskarżenia przedstawiała kilka lat jego życia. Życia barwnego, obfitującego w sytuacje, jakie mogły się znaleźć na kartach obyczajowej, a nawet sensacyjnej powieści.