Czwartek, Luty 23, 2012
   
TEXT_SIZE

Prawo karne

Pechowa jazda

W małej miejscowości dawnego województwa kieleckiego nie było zbyt wielu wydarzeń, które poruszałyby opinię publiczną. Nie było jeszcze wówczas rozbojów, nie grasowały gangi, a słowo narkotyk znane było tylko nielicznym czytelnikom kryminałów.

Ostatnio uwagę bywalców miejscowej gospody Gminnej Spółdzielni, którzy gromadzili się tam wieczorami, zaprzątał spór między znanymi rodzinami „o ziemię". Spór ten ciągnął się latami, lecz ostatnio zaczęły się pogróżki w rodzaju „już z nimi zrobimy porządek" albo „ich koniec już jest bliski". Groźby te wypowiadane w coraz ostrzejszej formie w obecności osób trzecich wzbudzały komentarz bywalców gospody, którzy w zależności od sympatii i antypatii typowali (po wypiciu kilku kieliszków) zwycięzcę sporu.

Więcej: Pechowa jazda

   

Czy można zaufać mężczyźnie?

Historia Jana K. zawarta w doręczonym mi akcie oskarżenia przedstawiała kilka lat jego życia. Życia barwnego, obfitującego w sytuacje, jakie mogły się znaleźć na kartach obyczajowej, a nawet sensacyjnej powieści.

 - Panie Mecenasie, błagam pana! Proszę bronić mojego Janka! Niech pan nie odmawia, proszę.

Więcej: Czy można zaufać mężczyźnie?

   

"Wszechwiedza" prawna szkodzi

Czynnością prawną jest w zasadzie każda czynność, jakiej dokonujemy. Mało kto zdaje sobie sprawę z tego, że dokonując zakupu chleba w sklepie, czy reklamując wadliwy towar dokonuje czynności prawnej. Z reguły nie korzystamy przy realizacji tych czynności z pomocy prawnej. Większość z nich dotyczy spraw drobnych, nie ma więc powodu korzystać z wiedzy adwokatów.

 Zupełnie inaczej ma się rzecz kiedy popadamy w spór z osobą drugą bądź z instytucją. Zupełnie inaczej ma się rzecz kiedy przedmiotem czynności prawnej jest znaczna kwota lub rzecz o dużej wartości. W takiej sytuacji korzystamy niekiedy z pomocy adwokatów. Piszę: niekiedy, bo odpowiedzmy sobie sami czy korzystamy z porady adwokackiej kupując samochód za 100 tysięcy, mieszkanie za 600, czy też korzystamy z pośrednictwa firmy leasingowej. Zazwyczaj nie. Bardzo często na własną szkodę.

 Jeszcze poważniej wygląda sytuacja kiedy stajemy przed sądem, oskarżeni o przestępstwa kryminalne. Pomoc prawna wykwalifikowanego adwokata wydaje się być tu nieodzowna. Czasami jednak zdarzają się sytuacje, kiedy to oskarżony, przekonany o swojej wszechwiedzy prawnej, próbuje wyręczyć adwokata.

 O takim przypadku opowiedziała nam pani mecenas Anisa Gnacikowska.

 Pani mecenas występowała jako pełnomocnik jednej ze stron w procesie karnym. Po kolejnym posiedzeniu, sąd odroczył sprawę na dłużej niż 3 lata. W myśl starych przepisów sąd powinien rozpocząć postępowanie od początku.

Podczas kolejnego posiedzenia Sąd pyta czy sprawa może się toczyć w dalszym ciągu. Adwokat oskarżonego mówi oczywiście: tak. Na co wyrywa się, ku zdumieniu wszystkich, sam oskarżony i mówi "nie". Oskarżony siedzi w areszcie. Tam usłyszał prawdopodobnie od innego więźnia, że po kilku latach odroczenia sprawy, Sąd musi go uwolnić.

 Uzbrojony w taką wiedze, oskarżony postanowił się sam bronić. Nie wiedząc o tym, że Sąd wyższej instancji może sprawę przedłużyć bądź wznowić.

 Oskarżony po krótkiej konsultacji ze swoim pełnomocnikiem wyraźnie stracił na pewności. Pokornie zgodził się na kontynuowanie procesu.

 

Jaki morał z tej króciutkiej opowieści. Korzystajmy z wiedzy prawników, tak jak korzystamy z wiedzy chirurga prowadzącego operację. Nikt rozsądny nie będzie próbował przeprowadzić operacji na własnym sercu. Ciągle jest jeszcze wiele osób, które prowadzą nieustanną operację na własnym mózgu, uznając siebie za wszechwiedzących. Również w dziedzinie prawa.

   

Sprawiedliwości nie stało się zadość

Mecenas Jacek Dubois opowiedział nam taką oto historię, która wydarzyła się niedawno.

Rzecz działa się w Warszawie. Trzech młodzieńców po spędzeniu wieczoru w barze "Bolek" na Polu Mokotowskim wracało do domu taksówką. Gdy wysiedli, zostali zatrzymani przez policję. Rozpoczęła się procedura sprawdzania dokumentów. Trwała on prawie pół godziny. Młodzi ludzie zażądali puszczenia ich do domów. Policjanci uznali, że to oni decydują kogo i kiedy puścić. Chłopcy wyrazili swój pogląd na pracę policji. Niepotrzebnie.

Jeden z młodzieńców postanowił zadzwonić po drugi radiowóz. Policjant wytrącił mu aparat z ręki. Gdy chłopak schylił się po telefon, jeden z policjantów wyciągnął pistolet i wystrzelił w górę, krzycząc, że jeżeli nie podniosą rąk, będzie strzelał. Po chwili nadjechały kolejne radiowozy.

Przybyła odsiecz... dla policjantów. Rozpoczęła się jatka. Chłopcy posłużyli za worki bokserskie. Młodzieńcy byli rzucani na ziemię, kopani, bici. Następnie skuto ich kajdankami i odwieziono na komisariat. Tu nastąpiły kolejne rundy jednostronnego pojedynku.

Następnego dnia przedstawiono młodzieńcom zarzuty, z których wynikało, że znieważyli policjantów, grozili nożem, stawiali opór przy zatrzymaniu i posiadali narkotyki. Zarzuty podchwyciła prasa. Z artykułu zamieszczonego w kilka dni później wynikało, że mokotowska policja odniosła duży sukces, zatrzymując przestępców, którzy zachowywali się w sposób chuligański: oddawali mocz na trawnik, dokonali napaści na policjantów.

Młodzi ludzie postanowili szukać pomocy. Złożyli w prokuraturze zawiadomienie o popełnieniu przestępstwa przez policjantów. Prokuratura skierowała przeciw... chłopcom akt oskarżenia.

Sąd zbadał dokładnie sprawę. Okazało się, że chłopcy nie posiadali noża, nie mogli, więc grozić nim nikomu. Odnaleziono taksówkarza, który widział cale zdarzenie i potwierdził wersję chłopców. Stwierdzono też, że chłopcy istotnie usiłowali wezwać drugi radiowóz - trudno się spodziewać takiego działania, gdyby to oni napadli na funkcjonariuszy. Okazało się też, że nie mogli trzymać narkotyków w paczce papierosów, gdyż żaden z nich nie palił.

Młodzieńcy udowodnili też, że cieszą się dobrą opinią. Pokazali wyniki obdukcji, z których wynikało, że mieli obrażenia na całym ciele. Przedstawili badanie na wariografie, które wykluczało napaść na policję i posiadanie narkotyków.

Mimo iż policjanci twierdzili, że chłopcy na ich widok zaczęli walić głowami o chodnik, dokonując samouszkodzeń; mimo iż prokurator wystąpił o kary więzienia dla chłopców - sąd dał wiarę oskarżonym. Prokurator zażądał uzasadnienia wyroku na piśmie. Można by więc domniemywać, iż zamierzał wytoczyć sprawę policjantom. Skończyło się jednak tylko na przeczytaniu przez prokuratora uzasadnienia. Policjantom, którzy bili, kłamali, podrzucali fałszywe dowody nie spadł włos z głowy.

Mecenas Dubois nazwał swoją historię - optymistyczną; wszak niewinni nie trafili do więzienia. Doceniam przewrotne poczucie humoru pana mecenasa. Nie wiem tylko czemu przypomina mi się stary dowcip: Dzierżyński zatrzymuje się przy grupce malutkich dziewczynek. Sięga do kieszeni i częstuje je cukierkami. Ludzki pan - myśli jego adiutant - poczęstował, a przecież mógł zastrzelić.

Z mecenasem Dubois rozmawiał Franciszek Biernacki

 

   

Strona 1 z 2

Szukaj prawnika

Dolnoslaskie Zachodnio-pomorkie Pomorskie Warminsko-mazurskie Podlaskie Lubuskie Wielkopolskie Kujawsko-pomorskie Mazowieckie Lodzkie Swietokrzyskie Lubelskie Opolskie Slaskie Malopolskie Podkarpackie  

Szukaj prawnika

 
Wybierz kategorię