Czwartek, Luty 23, 2012
   
TEXT_SIZE

Znane sprawy

Fałszywe zeznania

Fałszywe zeznania

To, na pierwszy rzut oka, może się wydawać zwykłą sprawą o rozwód. Sprawą jakich wiele. Ot, zdawałoby się, ciekawego tu coś znaleźć jest rzeczą niemożliwą. Nic bardziej błędnego. Sprawa rozwodu Pana A. wygenerowała aż kilka innych procesów. W tym jeden karny. A w najbliższej przyszłości kolejne procesy karne. O czym mec. Kościółek jest głęboko przekonany!

Ale po kolei.

Pierwsza sprawą był proces karny z oskarżenia Pani A., która twierdziła jakoby jej małżonek będąc pod wpływem alkoholu bił ją oraz wymachując pistoletem groził jej, że ją zastrzeli. (Pan A. jest myśliwym i posiada dużą kolekcję broni). Potem, obie strony założyły wiele innych spraw. M.in. o:

1        korzystanie z mieszkania (z powództwa Pani A. - przegrana)

2        o rozdzielność majątkową

3        o przywrócenie stanu posiadania

4        o podział majątku

5        o rozwód (zakończony - sąd orzekł rozwód bez orzekania o winie)

Jednak nie te sprawy będą nas interesowały. Najważniejsza jest ta pierwsza, o groźby karalne, bo ona rzutowała na wszystkie następne.

Założona w 2006 roku przez Panią A. sprawa toczyła się prawie 2 lata. W styczniu ubiegłego roku zapadł wyrok uznający winę Pana A. i skazujący go na karę grzywny. Sąd Apelacyjny wyrok utrzymał. Wyrok taki zapadł na podstawie zeznań świadków, którzy zeznali, że faktycznie małżonek groził swej połowicy pistoletem. Tak m.in. twierdził Pan L. Jednak na dzień przed rozprawą apelacyjną ów główny świadek oskarżenia... odwołał swe zeznania. Zrobił to pismem skierowanym do Sądu dla Warszawy Śródmieście oraz Prokuratury. Przyznał, że składał FAŁSZYWE zeznania za namową Pani A.

W tej sytuacji skazany A. złożył do Prokuratury Rejonowej zawiadomienie o... popełnieniu przestępstwa. Prokurator jednak odmówił wszczęcia śledztwa. To postanowienie Pan A. zaskarżył do Sądu, ponieważ nie doręczono mu odpisu postanowienia wraz z pouczeniem o przysługujących mu prawach o zaskarżeniu owego postanowienia oraz z tego powodu, że prokuratura w ogóle NIE PRZESŁUCHAŁA Pana L, który wszak przyznał się do popełnienia przestępstwa polegającego na składaniu fałszywych zeznań!

Sąd Rejonowy dla Warszawy Śródmieścia II Wydział Karny postanowieniem z dnia 03.04.09 r. (sygn.akt: IIKp 103/09) PODTRZYMAŁ w mocy postanowienie Prokuratury Rejonowej Warszawa Śródmieście odmawiające wszczęcia postępowania przygotowawczego!!!

W tej sytuacji Pan L. - bardzo, jak to wielokrotnie podkreślał, pragnący oczyścić się z dręczących go wyrzutów sumienia - złożył do prokuratury NA SAMEGO SIEBIE. doniesienie o popełnieniu przestępstwa polegającego na składaniu fałszywych zeznań! I nic! Prokuratura milczała jak zaklęta. Żadnej odpowiedzi, żadnego pisma z informacją co dzieje się z tym doniesieniem. Wobec takiego obrotu sprawy Pan L. złożył do Prokuratury Okręgowej w Warszawie zażalenie na bezczynność Prokuratury Rejonowej. 19 maja br. zażalenie Pana L uznane zostało jako całkowicie zasadne, ale... Z uwagi, że dotyczyło ono czynu, wobec którego postępowanie zostało zakończone prawomocnie nie znaleziono podstaw do podjęcia czynności procesowych w tej sprawie! I tak droga sądowa została wyczerpana. Poszkodowany - jakim w tej sprawie jest bezsprzecznie - Pan A. napisał prośbę do Ministra Sprawiedliwości o interwencję. Jaki będzie efekt? Nie wiadomo. W razie odmowy udzielenia pomocy przez Ministra pokrzywdzonemu Panu A. pozostanie - po całkowitym przecież wyczerpaniu drogi prawnej w RP - skarga do Trybunału w Strasburgu.

 

Jak to  możliwe?

Rozmowa z mec. Tadeuszem Kościółkiem

-        Panie mecenasie, jak to możliwe żeby w państwie prawa prokuratura nie reagowała na doniesienie o popełnieniu przestępstwa?

-        A Sąd to tolerował uznając postępowanie prokuratury za zgodne z obowiązującą procedurą, że odpowiem pytaniem na pytanie. A tak serio. Nie wiem.

-        Jednak tak się stało...

-        I po prawomocnym zakończeniu sprawy pozostał w wyżej opisanej sprawie wniosek do Prokuratora Generalnego, Ministra Sprawiedliwości o wznowienie postępowania, nazywany niekiedy skargą na działanie organów wymiaru sprawiedliwości.

-        A jeśli i on zostanie odrzucony?

-        Po pierwsze, nie można przesądzać, że Prokurator Generalny czy Minister Sprawiedliwości nie podejmą działań prawem przewidzianych. Bo niby dlaczego? A jeśli już, to wtedy pozostanie skarga do Trybunału w Strasburgu.

-        Dużo mamy takich spraw w Europejskim Trybunale?

-        Z tego co wiem, bardzo dużo. Jednak nie to jest najgorsze. Bo można mieć dużo takich skarg, ale fakt, że Państwo Polskie w przeważającej części sprawy te przegrywa!

-        Dowodzi to pewnej niefrasobliwości polskich urzędników państwowych...

-        Oczywiście. Dodajmy, że niezrozumiałej niefrasobliwości, bo od ładnych paru lat obywatele skarżą się do Trybunału Europejskiego i... wygrywają. A koszty tego ponosi państwo! - Czyli my wszyscy.

-        Co Pan by radził wszystkim tym, którzy spotykają się z takim postępowaniem aparatu sprawiedliwości?

-        Przede wszystkim spełnić warunek konieczny, czyli wykorzystać całą drogę sądową i administracyjną  w kraju. A potem? Pisać do Strasburga.

Rozmawiał Paweł Ludwicki

   

Oszukać samego siebie?

 Pokusa na „łatwy zarobek" bywa czasem silniejsza niż zdrowy rozum. Łakomienie się na cudzą własność (pomijając kwestie moralne) bywa cechą ludziką. Szczególnie to dziwi jeśli  człowiek zamożny postanawia przywłaszczyć sobie cudzą własność, choć mógłby ją bez szczególnego uszczerbku dla swojego majątku kupić.

 Mecenas Henryk Dzido opowiada:

 Kilka lat temu broniłem znanego biznesmena w sprawie o niezapłacenia za luksusowy samochód. Mój klient kupił w komisie mercedesa, sprowadzonego z zagranicy. Auto było w znakomitym stanie, cena niezbyt wygórowana. Dokonano więc transakcji. Dowodem na nią jest umowa kupna-sprzedaży i pokwitowanie wpłacenia umówionej kwoty.

Sprawa wydawała się prosta. Komplet dokumentów, nawet akt przerejestrowania pojazdu. Liczył się również czas; od momentu zawarcia transakcji minął rok. Wyglądało na to, że mamy do czynienia z próbą wyłudzenia od mojego klienta sporej kwoty. Jak bowiem inaczej można traktować fakt, że po roku sprzedawca zorientował się, że nie otrzymał pieniędzy za przekazany samochód? Korzystne rozstrzygnięcie dla mojego klienta wydawało się formalnością.

Odbywa się sprawa sądowa. Mój klient zachowuje pogodną i pewną wygranej twarz. Do momentu wejścia na salę rozpraw. Widzi na niej trzech starszych, starannie ubranych panów.

Zaczyna się rozprawa. Podtrzymuję stanowisko mojego klienta, gdy tymczasem mój klient wstaje, przyznaje się do niezapłacenia za samochód i deklaruje natychmiastowe uiszczenie opłaty.

Muszę przyznać, że moje zaskoczenie było pełne. Pięć minut wcześniej mój klient deklarował diametralnie inne podejście do procesu. Zaintrygowany, pytam go w kuluarach: co się stało? Chodzi o moją wiarygodność biznesową - odpowiedział.

Co się okazało? Mój klient rzeczywiście dokonał transakcji zakupu samochodu. Spisano stosowne umowy i pokwitowania, mimo iż pieniądze nie zostały zapłacone. Wykorzystując swoją wiarygodność biznesową, mój klient poprosił o odroczenie terminu płatności. Pokwitowanie pro forma zostało podpisane na prośbę biznesmena.

 Na salę sądową przybyło - jako się rzekło - trzech eleganckich panów. Byli to przedsiębiorcy, współpracujący z moim klientem. A przyszli dlatego, żeby sprawdzić wiarygodność swojego partnera. I sprawdzili. Z tym, że myślę - nie bez szwanku dla tej wiarygodności.

 Sprawdziły się w przypadku tej sprawy dwie stare prawdy. Pierwsza: nie bądź za chytry, bo stracisz więcej niż mógłbyś zyskać. Druga: miej zawsze ograniczone zaufanie do tego co widzisz i słyszysz. Sprawy proste i oczywiste, wcale takimi być nie muszą.

 Sprawa wydaje się być całkowicie pozbawiona logiki. Biznesmen, bez większego uszczerbku dla własnego majątku mógł kupić samochód, płacąc za niego gotówką. Wykorzystał swoją wiarygodność i otrzymał od sprzedawcy fakturę, potwierdzającą zapłatę. Czemu odmówił zapłaty? Nie mam pojęcia. Nie mogę też zrozumieć postawy sprzedawcy, który decyduje się wystawienia potwierdzenia zapłaty, mimo iż pieniędzy nie otrzymał.

 

Cóż wynika z tej sprawy? Przede wszystkim jedno: nigdy, ale to nigdy i dla nikogo nie decydujmy się na „uprzejmości". Oszukujemy wówczas siebie, partnera, że o urzędzie skarbowym nie wspomnę.

Spisał FB

   

Pechowa jazda

W małej miejscowości dawnego województwa kieleckiego nie było zbyt wielu wydarzeń, które poruszałyby opinię publiczną. Nie było jeszcze wówczas rozbojów, nie grasowały gangi, a słowo narkotyk znane było tylko nielicznym czytelnikom kryminałów.

Ostatnio uwagę bywalców miejscowej gospody Gminnej Spółdzielni, którzy gromadzili się tam wieczorami, zaprzątał spór między znanymi rodzinami „o ziemię". Spór ten ciągnął się latami, lecz ostatnio zaczęły się pogróżki w rodzaju „już z nimi zrobimy porządek" albo „ich koniec już jest bliski". Groźby te wypowiadane w coraz ostrzejszej formie w obecności osób trzecich wzbudzały komentarz bywalców gospody, którzy w zależności od sympatii i antypatii typowali (po wypiciu kilku kieliszków) zwycięzcę sporu.

Więcej: Pechowa jazda

   

Czy można zaufać mężczyźnie?

Historia Jana K. zawarta w doręczonym mi akcie oskarżenia przedstawiała kilka lat jego życia. Życia barwnego, obfitującego w sytuacje, jakie mogły się znaleźć na kartach obyczajowej, a nawet sensacyjnej powieści.

 - Panie Mecenasie, błagam pana! Proszę bronić mojego Janka! Niech pan nie odmawia, proszę.

Więcej: Czy można zaufać mężczyźnie?

   

Strona 1 z 3

Szukaj prawnika

Dolnoslaskie Zachodnio-pomorkie Pomorskie Warminsko-mazurskie Podlaskie Lubuskie Wielkopolskie Kujawsko-pomorskie Mazowieckie Lodzkie Swietokrzyskie Lubelskie Opolskie Slaskie Malopolskie Podkarpackie  

Szukaj prawnika

 
Wybierz kategorię